5 lat diagnozowania - AuTyzm?

Mój syn od małego był nerwowy, wszyscy mówili mi, że go rozpieściłam. W przedszkolu był problem, bo godzinami potrafił stać i płakać. Dopiero w prywatnym przedszkolu pani dyrektor zauważyła, że coś jest nie tak i wysłała nas do poradni psychologicznej, jednak tam nie stwierdzono nic. Gdyby nie interwencja pani dyrektor w poradni, pozwolili by mu iść do szkoły jako 6 latek.

Przedszkole było integracyjne, małe, więc jego złości ucichły, a po drodze uzyskaliśmy opinie o zaburzeniu emocjonalno-buntowniczym, jednak gdy poszedł do szkoły integracyjnej złości wróciły. Wierzyłam, że doświadczona nauczycielka poradzi sobie, jednak tak się nie stało. Byłam co rusz wzywana do szkoły, bo syn płakał, krzyczał, coś rozwalał. Raz zostałam wezwana, a gdy przyszłam syn stał cały mokry, krzycząc że pani go chciała zgwałcić. Jak się okazało, zabrany do dyrektorki w złościach wystawił jej wszystkie krzesła z gabinetu i wylewał dookoła wodę z butelki i dla spacyfikowania pani dyrektor przygniotła mu plecy kolanem, musiałam syna uspokoić poczekać na karetkę, potem 2 dni nie chciał iść do szkoły. Później było jeszcze kilka przypadków złości, ale był zamykany u higienistki lub w klasie po wyprowadzeniu dzieci i zawsze była wzywana karetka. Raz otoczył się parawanami u higienistki i się bujał a lekarz z karetki chciał go zabrać do szpitala psychiatrycznego, jednak ja odmówiłam. Chodziłam po wszystkich psychologach w mieście, nikt nie potrafił go zdiagnozować.

Apogeum było pod koniec roku, nauczycielka poinformowała syna, że zamienili mu kolejność lekcji. Wpadł w złość, jednak tym razem dyrektorka zadzwoniła najpierw po karetkę, potem po mnie. Jechałam taksówką z drugiego miasta z pracy, jednak nie zdążyłam – mojego syna zabrała karetka, dodatkowo w kaftanie, a na mnie czekała policja bo podczas jazdy będąc na telefonie z sekretariatem w emocjach groziłam pourywaniem części ciała dyrektorki. Po syna pojechałam do szpitala psychiatrycznego. Był już odpięty i spokojny, zabrałam go wbrew zaleceniom, już nigdy nie przekroczył progu szkoły. Bał się nawet wejść na otaczające ją osiedle. Ni stąd ni zowąd bał się starszych osób, szczególnie blondynek, podejrzewam że z racji tego że i dyrektorka i wychowawca miały jasne włosy. Doszedł też lęk przed tłumem i karetkami, od maja do sierpnia chodziliśmy na terapię, żeby poszedł do jakiejkolwiek szkoły, bo się bał wychodzić z domu. Przestał tolerować nawet własną babcie, chodził 2 lata do szkoły prywatnej, bo tylko tam udało się go zapisać.

Wciąż szukając pomocy u specjalistów, w 2 roku zaczęły się złości, nie było tygodnia żebym nie musiała go odbierać, przez co szkoła nie pozwoliła go zapisać do klasy 4. Na szczęście trafiliśmy w końcu do psychiatry, która po paru wizytach i badaniach oznajmiła, że syn ma autyzm wysokofunkcyjny. Na szybko i wielki cudem zapisaliśmy go do szkoły specjalnej i w końcu nie boję się telefonów ze szkoły. Wiem, czego unikać, jak postępować i nareszcie czuje że syn jest zaopiekowany. Tak się zmienił, że potrafi iść na kompromisy, co kiedyś było nierealne. Oboje jesteśmy zadowoleni, że w końcu wiemy, z czym mamy do czynienia i jest o wiele prościej funkcjonować

Też mam WYJĄTKOWĄ córkę. To co cenię w tej wyjątkowości to szczerość, czasami do bólu i bezinteresowność. Wielu sił dla Mam. Jesteśmy z Wami całym sercem.

Czy chcesz pomóc?