Ja i ja - AuTyzm?

Nikt nie jest na to przygotowany… Nie zawsze od razu wiadomo. Czasem przez lata COŚ się dzieje, ale zanim usłyszysz diagnozę, uczysz się oswajać z demonami.

4 rodzeństwa. Najstarsza – Zespół Aspergera, wysoko funkcjonująca, ale tak bardzo sama ze sobą. 10 lat i myśli samobójcze, bo rówieśnicy są tak bardzo nietolerancyjni… Dziś piękna kobieta. Uzdolniona plastycznie, taka mądra… Mogłabym się od niej uczyć, jak być dobrą matką! To ona łagodzi spory młodszego rodzeństwa, gdy ja już nie daję rady…
Zamknięta w swoim świecie próbuje ŻYĆ NORMALNIE…

Po niej przyszedł na świat On… Nieplanowany, ale kochany. Wszystko było dobrze, nic nie wskazywało na to, co ma się stać… Może ktoś by coś zauważył, ale przecież nikt nie szuka na siłę choroby. Wszystko dało się wytłumaczyć. Z dnia na dzień jakby ktoś podmienił dziecko. Ataki szału, zmiany nastroju… Nauczyliśmy się naszego dziecka od nowa. Diagnoza przyszła późno. W wieku 12 lat: autyzm atypowy. Jako 4 latek pierwsze wyniki badań. Organiczne uszkodzenia OUN, niedorozwój ciała modzelowatego. Nie pytałam „dlaczego”, po prostu dostałam tyle, ile byłam w stanie znieść. Wtedy…

Dzisiaj nie mam już siły. Myślę, że kochałam tak mocno, że po prostu zużyłam wszystkie zapasy. Każdy dzień to nowe wyzwanie, próba sił. Przegrywam w tej nierównej walce. Chociaż mała nagroda byłaby zachętą, ale od miesięcy tkwimy w tym błędnym kole. Jest jeszcze dwoje. Oni musieli się dostosować, zrozumieć. Jak wytłumaczyć 7-latce, dlaczego brat bije mamę i 10-latkowi, że nie wolno życzyć bratu śmierci…
Nie wyobrażam sobie, że musiałbym wybierać, choć wiem, że kiedyś będę musiała zdecydować. Dlatego tak bardzo się boję. Boję o Niego… O młodsze… O starszą…
Boję się siebie… Swoich myśli…

Nienawidzę go. Nienawidzę za to, co nam zabrał, czego pozbawił…

Ukradł mi wszystkie dni, w których starszy brat zabiera młodszego na trening, albo uczy nowego chwytu karate, ukradł mi każdy dzień z tej radości, gdy Duży Brat jest dla młodszych wzorem do naśladowania. Zabrał. Nie pytał czy może, po prostu zagarnął dla siebie wszystkie dobre dni.

Zmienił mnie. Próbuję jeszcze nad tym panować, ale tak trudno, gdy czuję ciągły ucisk w klatce, jakby imadło miażdżyło mi płuca. Chcę krzyczeć. Otwieram usta, ale nie wydobywa się z nich już żaden dźwięk.

Nawet Kocham nie przechodzi przez gardło…

Rodzice, duże uściski dla Was i gratulacje. Jesteście wielcy, kibicujemy Waszym sukcesom. Dużo siły i miłości Kochani.

Czy chcesz pomóc?