Życie na wulkanie - AuTyzm?

Jestem mamą 23 letniego Asa. Karol urodził się jako trzecie dziecko. Początkowo nic nie wskazywało, że jest inny, nietuzinkowy. Był urodzony o czasie, dostał 10 punktów w skali Abgar, 3800 wagi, 61 cm długości. A dwie starsze córki, ot wszystko cudownie. Jako małe dziecko był bardzo płaczliwy, mało spał, ale to u nikogo nie wzbudzało niepokoju, ot takie dziecko, nie potrzebuje snu. Rozwój mowy prawidłowy, rozpoznawał kolory, był tylko bardzo wrażliwy na zapachy. Ale też wtedy 20 lat temu nikt nie zwrócił na to uwagi. Kiedy skończył 3 lata i dalej nosił pieluchę, wszyscy mówili, że to wina pampersów, bo dziecko nie czuje dyskomfortu i też to dało się wytłumaczyć. Około 4 roku życia zaczął wymyślać swój język, był agresywny w stosunku do starszych sióstr, czasami do mnie, męża, potrafił bez większego powodu ugryźć, uszczypać, ciągnąć za włosy. Przeszkadzało mu głośnie słuchanie muzyki, zatykał uszy, był nadruchliwy Były duże trudności, żeby go uśpić wieczorem, trwało to nawet kilka godzin, a już od 4 nad ranem była pobudka. Miał też bardzo dużą wybiórczość pokarmową, było tylko kilka rzeczy, które jadł.

Wtedy zaczęłam się zastanawiać, że mój syn ma jakiś problem, ale większość z osób, które to usłyszały, stwierdziły, że miałam dwie grzeczne córki i nie potrafię sobie z synem poradzić. Jednak trudności narastały i zdecydowałam się na wizytę u psychiatry. Pani doktor po wywiadzie ze mną i rozmowie z synem stwierdziła nadpobudliwość psychoruchową i oczywiście przepisała leki :było ich trochę począwszy od hydroxyzyny, chlorprtixen, rispolept, concerta, setaloft, absenor, tiaprid i jeszcze wiele innych. Te zapamiętałam przez te 20 lat, oczywiście brał te leki i nie było żadnej poprawy, a zachowanie było właściwie bez większych zmian, jedynym efektem ubocznym była waga, po lekach bardzo przytył i długie lata zmagał się z nadwagą. I tak dotrwaliśmy do momentu rozpoczęcia szkoły. Jeszcze bez żadnej chociażby opinii. Nie wspomnę o orzeczeniu. Już od początku w szkole były olbrzymie problemy, zwłaszcza z kontaktami z rówieśnikami. Z nauką syn większych problemów nie miał, jednak zadań domowych robić nie chciał, a pisanie było gehenną. W czasie lekcji nie zdążał przepisywać i nigdy nie wiedział co jest zadane. Ale mimo tego ogólnie wypadał i tak dość dobrze, bo pamięć miał bardzo dobrą i dużo zapamiętywał z lekcji. Największy problem to relacje z rówieśnikami, zachowania agresywne, reagował na wszystko bardzo impulsywnie. Po konsultacji z wychowawcą był przebadany w PPP, jednak niewiele to zmieniło. Dostał opinię, która niewiele dała w szkole.

I tak nie wiem, jak razem daliśmy radę, ale ukończył 6 klas szkoły podstawowej bez orzeczenia, niestety pomimo, że kilka razy był badany, wypadał na badaniu „za dobrze”, dla mnie to niezrozumiale i efekt był taki, że my rodzice, byliśmy w szkole praktycznie co 2, 3 dni i ciągle były zarzuty odnośnie złego postępowania syna i non stop byliśmy „na dywaniku”. A poradnia twierdziła, że syn nie dostanie orzeczenia, które może nie zmienia zaburzeń syna, ale przynajmniej by nas rodziców usprawiedliwiało z pewnych niewlasciwych zachowań, na które nie mieliśmy wpływu. Ale już tak byłam zmęczona tymi 6 latami szkoły podstawowej, że postanowiłam szukać dalej i znalazłam prywatnie, sama, to może dziwnie brzmi, teraz, ale proszę mi wierzyć, że prawie naście lat temu w naszym mieście nikt nie potrafił wystawić właściwej diagnozy, a najłatwiej było postawić diagnozę: wina rodziców, rodzina dysfunkcyjna i to przyczyna, tak nam wtedy dawano do zrozumienia.

Dopiero w wieku prawie 14 lat syn uzyskał diagnozę: Zespół Aspergera. Wtedy dostał orzeczenie, na podstawie którego przez 6 kolejnych lat edukacji gimnazjum i liceum miał w domu, nauczanie indywidualne. Nareszcie nie musiałam co 2 dni być na dywaniku u dyrekcji. Co nie znaczy, że problemy się skończyły. Niestety nie, przy tym okres dojrzewania, bardzo trudny czas. Różne terapie, leki jakoś przetrwaliśmy. Syn ukończył szkoły, nie zdał matury. Teraz jest w domu, nie uczy się, nie pracuje. Nie wychodzi do ludzi, typ samotnika. Jedyne co lubi, to jechać do lasu, kocha przyrodę i zwierzęta. Jednak w życiu nie jest samodzielny, o wszystkim trzeba mu przypominać, choćby o myciu zębów, kąpieli, wszystko po kilka razy. Nie udało się wszystko, lata różnych terapii niewiele zmieniły. Nie zawsze udaje się zmienić trudne zachowania, ale kocham mojego syna takim jaki jest. A jedyne co mi się marzy to zrozumienie, większa świadomość ludzi, że obok nich są osoby, które nie radzą sobie tak dobrze, że trzeba je wspierać i rozumieć. Tylko większa świadomość i opieka państwa nad takimi ludźmi pozwoli mi spokojnie odejść z tego świata. Póki co bez przerwy myślę o tym, co będzie, jak mnie nie będzie.

Mama dorosłego człowieka, a w dalszym ciągu dziecka, które wymaga wsparcia i opieki każdego dnia.

Niebkowi ludzie ..🥰🥰🥰

Czy chcesz pomóc?